debiut kinowy
miał dziś Pyzul.
szkoda tylko, ze taki nieudany…
za “dobre sprawowanie”, czyli 15 kuleczek zebranych na specjalnej tablicy, pojechaliśmy dziś na wyczekiwaną wycieczkę do kina. Pyzul został o w wszystkim uprzedzony, wiedział co go czeka i jak ma się zachować. wiedział też, że pojedzie na film z okularami i o czym on będzie - czytaliśmy wcześniej książeczkę - miało to być “toy story” w 3D.
no i pojechaliśmy.
zaczęło się niewinnie - Promenada (bo tam - o losie! -było nieszczęsne kino) była zamknięta, ale po jakimś czasie wpuszczono nas bocznym wejściem.
potem pan w kasie sprzedał nam bilety na zły film - patrząc na naszego 3,5 letniego (przecież nie 12-letniego nawet!) syna, z premedytacją sprzedał nam bilety na Avatar!!
potem sala był niegotowa i weszliśmy po czasie
potem 2 pary dłuuugich schodów ruchomych na górę! nie działały
potem okazało się, że są problemy techniczne i seans się nie odbędzie!!!! a jakiś niedoinformowany pan dał nam vouchery na dowolny film
potem wróciliśmy na dół (działającymi już ruchomymi schodami) i poszukaliśmy innego filmu dla dzieci - o tej porze była już tylko “zwykła” bajka o żabie i jakichś dziewczynach - zupełnie nie w guście Pyzula, jak się okazało!
potem Pyzul wysiedział spokojnie pierwsze 10-15 minut
a potem się zaczęło: “kiedy to się skończy?” “kiedy wyjdziemy?” “ile jeszcze?” “ja chcę już iść” “ja chciałbym już pojechać tymi schodami” itp…
potem wyszliśmy.
potem okazało się, że różnicy w biletach nie odzyskamy, bo z własnej woli wybraliśmy “gorszy” film
więc suma suamrum, te pół godziny wątpliwej przyjemności kosztowało nas ponad 100 zł (nie liczą paliwa) i wiedzę, że następny raz zabierzemy Pyzula do kina za dłuuuuuugi dłuuuuuuuuuuuugi czas!
